Prezentowany poniżej tekst i szkice pochodzą z książki wydanej w 2007 roku pod tytułem „Miasto Daleszyce”.

Miasto Daleszyce, obchodzące właśnie swoje ponowne narodziny jako organizm miejski, staje przed poważnym wyzwaniem. Jak wykorzystać odzyskaną „miejskość”, jak uczynić z niej czynnik rozwoju i wzrostu pomyślności miasta i jego mieszkańców? To bardzo trudne zadanie. Ale – jak sądzę – jeszcze trudniejszym staje się kwestia: jak przy tym nie uronić ni-czego z wytworzonego przez pokolenia Daleszan dziedzictwa? Tym bardziej, że owo dziedzictwo z lat 1869-2006, a więc z czasów gdy prawa miejskie w Daleszycach nie działały, ma wiele cech charakterystycznych dla kultury wiejskiej. Powstaje więc zagrożenie, aby ambicje wywołane przywróceniem Daleszycom dawnej rangi – skądinąd uzasadnione i całkowicie zrozumiałe, nie stanęły w sprzeczności z ratowaniem i rewaloryzowaniem historycznego dorobku kulturowego, z którego w gronie miłośników i znawców przedmiotu Daleszyce już słyną, a sława ta powinna rosnąć i ulegać dalszemu  upowszechnianiu.
Przez wiele lat podchodzono w Polsce do kwestii kulturowego dziedzictwa w sposób, który eufemistycznie określę jako: uproszczony. Dawną kulturę ludową i narodową deprecjonowano, przeciwstawiając jej prymitywnie pojmowany postęp i nowoczesność. Przekonywano o wyższości ogniotrwałych pokryć dachowych z eternitu nad podobno zacofanymi i łatwopalnymi pokryciami z gontu i słomy. Także o tym, że lepsze są budynki z betonu niż z drewna, aby dojść do politycznie potrzebnej konkluzji o wyższości gospodarki kolektywnej nad indywidualną. Dziś mity o rzekomych zaletach takich form gospodarowania odeszły w niebyt – ale eternit na dachach, niestety, pozostał. Co gorsze – zaczęły mu towarzyszyć elementy przeniesione z zupełnie odmiennych geograficznie obszarów, tym razem wzięte z Ameryki, czyli obudowy elewacji wykonane z tworzyw sztucznych, popularnie zwane sidingiem.
Daleszyce nigdy nie były miastem dużym i zapewne nigdy się metropolią nie staną. Są na to zbyt blisko położone: zarówno w stosunku do Kielc, z którymi konkurować nie są w stanie, jak i zbyt blisko Gór Świętokrzyskich, których walory przyrodnicze i krajobrazowe  mogłyby doznać uszczerbku, gdyby obok nich powstał duży organizm miejski. Muszą więc Daleszyce szukać recepty na umiarkowany rozwój i pozostanie w grupie miast małych. Co może dla Daleszyc stać się czynnikiem miastotwórczym? Na pewno nie przemysł czy inne wielkie inwestycje. Mogą natomiast Daleszyce z powodzeniem stanowić uzupełnienie bazy mieszkalnej kieleckiej metropolii (co w pewnym stopniu już się dzieje). Mogą i powinny stać się atrakcyjna bazą turystyczno-hotelową – i w tym przypadku wykorzystanie a nawet wzmocnienie posiadanych przez Daleszyce walorów dziedzictwa kulturowego, wydaje się całkowicie oczywiste. Należy je tylko dobrze rozpoznać i odpowiednio chroniąc – wykorzystywać.
Daleszanom (którzy czasem sami o sobie mówią: „daleszaki”) raczej nie trzeba uświadamiać jak cenny jest zasób kulturowych wartości odziedziczony po przodkach. Być może niektórym z nich, tak piękne, drewniane miasteczko wydaje się jednak zbyt wiejskie co do charakteru.  To nieprawda!  Użycie do budowy drewna wcale nie jest cechą typowa wyłącznie dla zabudowy wiejskiej. Większość polskich miast i miasteczek miała znaczącą przewagę drewnianej zabudowy. Wynikało to z obfitości w regionie drewna i z doskonałego opanowania obróbki tego materiału. Kunszt polskich cieśli, tak powszechny w dawnych wiekach, niestety w ostatnich latach mocno podupadł. Ale choćby przykład Podhala, gdzie tradycje cie-sielskie są nadal żywe, świadczy że nawet w XXI wieku możliwe jest budowanie domów przy pomocy metod i technik znanych naszym pradziadkom. Budowanie z drewna jest nie tylko  możliwe, ale także wielce korzystne dla finansowych efektów szeroko pojętego łączenia turystyki z kulturowymi tradycjami. Górale wiedzą o tym już od ponad stulecia, niechże więc podhalańskie doświadczenia spożytkują teraz Daleszanie.
Stan zachowania dawnej, zabytkowej substancji jest w Daleszycach znaczny. W stosunku do innych miasteczek  – mimo kataklizmów, których historia miastu nie żałowała (jak na przykład wielki pożar spowodowany przez hitlerowców w roku 1944), zachowało się tu bardzo dużo drewnianych budynków. Wprawdzie niektóre z nich  wyremontowano w sposób nieumiejętny, odbierający im wiele z posiadanych wartości – nic jednak straconego – drewno jest materiałem dość łatwym do remontowania i większość popełnionych błędów da się stosunkowo łatwo naprawić. Ważne, by chcieć i potrafić to zrobić. Wydaje się, że możliwe będzie przy działaniach mających na celu rewaloryzacje kulturowego dziedzictwa skorzystać z życzliwego klimatu wobec tych zagadnień, jaki wynika z realizowanej obecnie polityki Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nadanie problematyce ochrony dziedzictwa właściwego znaczenia i rangi w powiązaniu z możliwością szerszego dostępu do funduszy, w tym także unijnych, daje nadzieję, że efekty działań mogą być naprawdę duże. Zależeć będą jednak od wysiłków i zaangażowania społeczności lokalnych, są więc wyzwaniem stawianym przede wszystkim przed nimi.
Wśród licznych, zachowanych w Daleszycach obiektów szczególnie wyróżnia się ze-spół zabudowy ulicy Głowackiego. Ulica ta stanowi prawdziwy unikat i – pomimo ubytków w zabudowie, które niestety już się dokonały – nadal porównywalna może być co do kulturowych wartości z zabudową Kalwarii Lanckorony, Chochołowa czy Zakliczyna. Udana rewaloryzacja drewnianej zabudowy Daleszyc uczyni z miasta turystyczną atrakcję, a mieszkańcom przyniesie – prócz zasłużonej dumy z historycznego dziedzictwa – także konkretne, wymierne materialne korzyści. Stanie się także przykładem dla innych miejscowości Regionu, gdzie także zachowały się cenne przykłady historycznej zabudowy.

Chciałbym teraz zaprosić Szanownych Czytelników tej niewielkiej książeczki na spacer po Daleszycach. Daleszycach pokazanych bez retuszu i upiększeń, takimi jakimi były i są. Ukazanych szczerze, bez ukrywania ciemniejszych stron, ale przedstawionych z sympatią i szacunkiem. Daleszyc, takich, jakimi były„wczoraj” – przed pięćdziesięcioma czy trzydziestoma latami – jeszcze bez asfaltów i sidingów, ale już z przeciekającym gontem, uszczelnianym papą. Także Daleszyc dzisiejszych, z betonową zabudową stojącą w tle drewnianych chałup, z oknami z tworzyw sztucznych – ale wciąż jeszcze opierających się zalewowi pseudonowoczesności i obcym nam kulturowo „przeszczepom” z Zachodu. W opisach towarzyszącym obiektom zawarta jest informacja, w którym roku wyglądały tak, jak na rysunku. Brak takiej informacji w opisie świadczy, że ukazany został aktualny stan obiektu.

Spacer zaczynamy od dawnego Rynku, któremu aż się prosi przywrócić zapomnianą handlową funkcję. Stały tu kiedyś tak zwana „stara gmina”, a na rogu karczma. Spacer kontynuujmy do stojącego ma wzgórzu kościoła, który już niedługo mieć będzie osiemset lat, pod-czas których był wielokrotnie przekształcany. Do Domu Parafialnego, najbardziej okazałej świeckiej budowli Daleszyc, który zbudowany w latach międzywojennego dwudziestolecia, gościł w roku 1925 Marszałka Józefa Piłsudskiego. Dom parafialny, zwany też Domem Ludowym, stoi na rogu ulicy Głowackiego, najlepiej zachowanego zespołu drewnianej zabudowy w mieście – ulicy, którą bez cienia przesady nazwać można Daleszyckimi Krupówkami. (mam nadzieję, że Daleszanie w najbliższych latach uczynią z tej ulicy swoisty magnes przy-ciągający turystów). Zobaczymy też inne uliczki Daleszyc, także zabudowane charaktery-stycznym drewnianymi chałupami. Na koniec – przypatrzmy się Daleszyckim kapliczkom i figurom przydrożnym. Choć nie są one może szczególnie wyrafinowane, co do zastosowanych form, stanowią jednak dowody religijności i głębokiego przywiązania miejscowej społeczności do chrześcijańskich tradycji.

ROMAN MIROWSKI

Bez komentarza

Skomentuj

Blue Captcha Image

*

KORNECKI JAKUB – snycerz

Tekst prezentowany poniżej autorstwa J.L. Kaczkowskiego, został wydrukowany w publikacji pt. Pamiętnik Kielecki na rok zwyczajny 1874 pod red. ks. […]

CHMIELNIK – dawne miasto prywatne

Miasto położone jest na pograniczu Pogórza Szydłowskiego i Niecki Nidziańskiej nad rzeką Mruczą, u źródeł rzeki Schodniej (Wschodniej). Jego nazwa […]

Mirzec. Kapliczka św. Jana Nepomucena

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Wiatr Czasami można się zdziwić co jest pod warstwami farby. Przed … Po I jeszcze profil […]

Mokrsko Dolne. Renowacja baptysterium i chrzcielnicy Santi Gucciego

Zdjęcia: Grzegorz Wiatr Kościół w Mokrsku Dolnym z końca XIII w. pw Wniebowzięcia NMP. Przed i po renowacji. Jeszcze bez […]

Lisów. Epitafia Krasińskich

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Wiatr Historia jednego pocisku Czyli epitafia Krasińskich w Lisowie Kaplica Krasińskich w Lisowie. To tu leżą […]

Lisów. Ołtarz św. Barbary w Kaplicy Krasińskich w Lisowie

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Wiatr O takim jednym co Baśkę rozebrał Ta oto Barbara jest bardzo bardzo stara. Nie skłamię […]