W panoramie Grzymałkowa – jak większość wsi obecnie, o parterowej bądź piętrowej zabudowie – zdecydowanie dominuje wieża kościoła. Ma ona wysokość prawie 30 metrów i jest dwukrotnie wyższa od korpusu kościoła Nieznacznie wysunięta z korpusu, w parterze mieści kruchtę. Górę wieży zajmują dzwony i prowadzące do nich schody. Wyjątkową smukłość wieży podkreśla otwór okienny – zaczynający się nad półkoliście zamkniętymi głównymi drzwiami i biegnący prawie do poziomu dachu. Korpus kościoła jest trójnawowy. Kończy go transept, równie wysoki jak główna nawa, wysunięty z lica naw bocznych i zakończony od południa i północy bardzo wysokimi oknami. Na przedłużeniu nawy głównej znajduje się prezbiterium, zakończone prostym murem, skierowane ku zachodowi.

Kościół – jak pisze Jerzy Szczepański – zbudowany został w latach 60. ubiegłego stulecia. Jego autorem był  architekt Ludomił Gyurkovich, żyjący w latach 1899-1980. Absolwent Politechniki Lwowskiej, po ukończeniu studiów działał we Lwowie i na Kresach. W latach 30. przybył do naszego regionu i tu już pozostał. Początkowo pracował w Sandomierzu, projektując m.in. kościół w Dwikozach. W okresie powojennym działał w Ostrowcu, a od połowy lat 50. – w Kielcach. Prócz grzymałkowskiego kościoła zaprojektował też wiele innych: w Malicach   Opatowskie), w Łosieniu k. Piekoszowa, w Morawicy k. Kielc. Projektowane przez niego kościoły stanowiły udany przykład połączenia dwudziestowiecznego modernizmu z tradycją. Wzajemne proporcje tych dwóch czynników dobrane były niezwykle harmonijnie – były jakby kontynuacją nieco wcześniejszych trendów w polskiej architekturze zwanych „poszukiwaniem narodowego stylu”. Efektem tych twórczych poszukiwań – w każdym z zaprojektowanych przez Ludomiła Guyrkovicha kościołów – była architektura nie tylko bardzo dobra, ale niewątpliwie też bardzo polska, kontynuująca estetyczne i duchowe tradycje narodowej kultury.

Ale istnieje też druga wersja atrybucji autorstwa kościoła. Według księdza Noconia, dawnego diecezjalnego  konserwatora zabytków, w jego publikacji zawierającej wykaz projektów kościołów zatwierdzonych do realizacji, autorem grzymałkowskiego kościoła jest wrocławski profesor architektury, Tadeusz Broniewski. Myślę, że opracowanie profesora albo miało charakter wyłącznie koncepcji, albo też parafia zleciła później opracowanie nowego projektu Ludomiłowi Gyurkovichowi – i to właśnie opracowanie doczekało się realizacji, ukończonej w roku 1978.

Grzymałków należy do niezwykle rzadkiego przypadku wsi z dwoma kościołami. Znam takie przypadki z Małopolski i Podkarpacia, gdzie nowemu kościołowi towarzyszy o wiele starszy kościół drewniany. Tak jest na przykład w Haczowie, gdzie drewniany, gotycki kościółek, przeniesiony na „emeryturę”, wykorzystywany jest wyłącznie w szczególnych okolicznościach – odbywają się w nim tylko śluby i chrzty, zaś resztę posługi na rzecz parafian „wykonuje” zupełnie nowy, duży i nowoczesny kościół. Podobnie jest w Osieku Jasielskim, czy Krużlowej. Przez jakiś czas w pobliskiej Miedzierzy stały obok siebie kościoły: nowy, murowany ze starym, drewnianym – co jednak zakończyło się dobrym rozwiązaniem, polegającym na przeniesieniu starego kościółka do wsi Radkowice, o czym piszę w dalszej części tekstu. Nie znam jednak drugiego takiego przypadku jak grzymałkowski, by w jednej wsi stały dwa murowane rzymsko-katolickie kościoły. Ale tym razem zacznijmy już od samego początku.

Ksiądz Wiśniewski napisał: „Wieś Grzymałków, leżąc wśród gór i lasów, należała kiedyś do rodziny Kazanowskich, z których Hieronim w 1631 r. na jednym z czterech pagórków, wystawił ubogi, drewniany kościółek pod wezwaniem św. Michała Archanioła”. Pierwszy kościół zlokalizowany został pomiędzy późniejszym (dziewiętnastowiecznym) kościołem a plebanią. Ksiądz Jan pisze, iż kościół był drewniany, ale jak się wydaje nie jest to sformułowanie precyzyjne. Najprawdopodobniej pierwszym etapem budowy grzymałkowskiego kościoła było (podobnie jak w Mniowie a może i Tumlinie) wybudowanie murowanego prezbiterium. To, że  rezbiterium było murowane dowiadujemy się z tekstu ks. Wiśniewskiego, który przytacza list proboszcza w latach 1835-1854, ks. Filipa Łukawskiego. W owym liście proboszcz Grzymałkowa użył słów: „…Gdyby jeszcze prezbiterium kamienne nie było ocalało…”. Istniało więc murowane prezbiterium z dobudowaną (może później?) drewnianą nawą. Anna Adamczyk, na podstawie Akt konsystorskich parafii, pisze: „Miał prezbiterium murowane – pod gontem, przy którym była takaż zakrystia, nawę zaś – z drzewa rżniętego kostkowego, pod słomą. Nie miał na dachu sygnaturki”. Kościół ten miał wymiary, licząc w łokciach: długość 38, szerokość 10. Przeliczając łokcie na metry (ówczesny łokieć miał 57,66 cm) wychodzi 22 metry na około 6. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, ze prezbiterium przypominało zbudowane mniej więcej w podobnym czasie prezbiterium kościoła w Mniowie i miało podobną – jak mniowska – zakrystię. Wówczas na krytą słomianą strzechą nawę pozostawałoby około 10- 12 metrów. Brak sygnaturki na dachu świadczy o słabości jego konstrukcji – zapewne wynikającej z zamierzonej tymczasowości.

Mówi się w Polsce, że nic bardziej trwałego nad prowizorki. Pierwszy kościół Grzymałkowa przetrwał dwa stulecia. Pewnie by stał jeszcze dłużej, gdyby nie kataklizm, który nastąpił w dniu 17 czerwca o godzinie 8 rano. Ksiądz Wiśniewski napisał, że kościół: „przez burzę został obalony”. Naoczny świadek, ówczesny proboszcz, ks. Łukawski tak pisał w liście do Kołłątaja: „…domek Boga … stał się pastwą szczególnej burzy powietrza…

Zniszczenie, gdyż wszystko cokolwiek było w nawie kościoła, więcej niemal mającej podpór niż wiązania, upadło pod gniotącym ciężarem ruiny i całkowitym potłuczeniu jakby w proch uległo. Ołtarze, obrazy, światło i ławki są smutną igraszką tego wypadku…”. Ponieważ nie ma tu ani słowa o pożarze, zniszczenie kościoła nie nastąpiło od uderzenia pioruna, a zapewne od trąby powietrznej, które to zjawisko wówczas występowało niezwykle rzadko i nie doczekało się jeszcze odrębnej i powszechnie używanej własnej terminologii. „Szczególna burza powietrzna” – takich słów użył ks. Łukawski. Zapewne dojść musiało do zerwania dachów (nawy i prezbiterium), które spadając dokonały całkowitego zniszczenia konstrukcji ścian nawy i zapewne znaczącego górnych partii murów prezbiterium oraz nakrywających je sklepień (o ile takowe istniały, ale skoro były w Mniowie, Ćmińsku, Strawczynie czy Tumlinie, dlaczego nie miałoby ich być także w Grzymałkowie?).

Oznaczone:

Pozytywnie zakręcony pasjonat kielecczyzny, absolwent Politechniki Świętokrzyskiej. Fotografuje co nieco i jako tako. Opisuje jak umie i stara się uratować od zapomnienia wszystko co się da :)

Bez komentarza

Skomentuj

Blue Captcha Image

*

JANOTA BZOWSKI JERZY (1906-1941)

Autor: Grzegorz Dąbrowski, Adam Malicki   Ziemia Włoszczowska ma wielu bohaterów o których pamięć warto podtrzymywać i upowszechniać wśród kolejnych […]

TEREK STANISŁAW – kowal z Kossowa

Stanisław Terek urodził się 20 kwietnia 1914 r. w Kossowie, a jego rodzicami byli Antoni (ur. 1876, zm. 1947) i […]

KORNECKI JAKUB – snycerz

Tekst prezentowany poniżej autorstwa J.L. Kaczkowskiego, został wydrukowany w publikacji pt. Pamiętnik Kielecki na rok zwyczajny 1874 pod red. ks. […]

CHMIELNIK – dawne miasto prywatne

Miasto położone jest na pograniczu Pogórza Szydłowskiego i Niecki Nidziańskiej nad rzeką Mruczą, u źródeł rzeki Schodniej (Wschodniej). Jego nazwa […]

Mirzec. Kapliczka św. Jana Nepomucena

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Wiatr Czasami można się zdziwić co jest pod warstwami farby. Przed … Po I jeszcze profil […]

Mokrsko Dolne. Renowacja baptysterium i chrzcielnicy Santi Gucciego

Zdjęcia: Grzegorz Wiatr Kościół w Mokrsku Dolnym z końca XIII w. pw Wniebowzięcia NMP. Przed i po renowacji. Jeszcze bez […]